Szukam igły w stosie... igieł

Mając 23 lata i całkiem dobre doświadczenie zawodowe nie powinno się mieć problemu ze znalezieniem dobrej, stałej pracy.

Ale czy na pewno?

Ile jest prawdy w stwierdzeniu: "Jak się chce pracę znaleźć, to się znajdzie" ?


Oferty


Poszukując pracy najczęściej korzystam z portali, które zostały do tego stworzone typu https://www.pracuj.pl/  lub też ze strony z lokalnymi ogłoszeniami, czyli w moim przypadku  http://www.jelonka.com/. Na wstępie skreślam oferty, który z góry nie są przeznaczone dla mnie. Hotele odpadają bo to długie i kosztowne dojazdy, wyjazdy do Niemiec również, a także oferty z wymaganiami zawodowymi: cieśla, rehabilitant, masażystka, szwaczka, kelnerka/kucharz. Zostaje pizzeria, doradca klienta, praca w małej gastronomii i praca na recepcji. Mało? Na pewno coś znajdę! Przecież jak się chce, to się znajdzie. 

Rozmowy

Do tego etapu rzadko dochodzę. Choć przyznam, że naprawdę nie wiem czym jest to spowodowane. Pracuję od osiemnastego roku życia, zaczynałam wykładając towar w markecie, później przeniosłam się na kontrolę jakości do zakładu produkcyjnego, a od 2014 roku - po skończeniu liceum - bez przerwy pracuję w biurze. Doradztwo finansowe, kancelaria komornicza, urząd miasta (staż). Zawsze chciałam pracować w biurze, więc absolutnie mi to nie przeszkadza, jednak szukam każdej pracy - bo chcę pracować

Zostałam zaproszona na trzy rozmowy. Pojechałam pełna optymizmu bo przecież jak się chce, to się znajdzie, a ja chcę. 
  1. Recepcja
    Wszystko fajnie. Angielski, obsługa komputera. Ale - nie miała pani kontaktu z klientem.
    Zadzwonimy do pani.
  2. Mała gastronomia
    Czy pracowała pani na podobnym stanowisku?
    Nie? To dlaczego wysłała pani do nas CV?
    Zadzwonimy do pani.
  3. Doradca klienta
    Wszystko fajnie. Ale - nie ma pani doświadczenia w sprzedaży.
    Zadzwonimy do pani.

Jak możecie się domyślić - nikt nie zadzwonił. Zastanawia mnie, dlaczego umieszczając ogłoszenie, pracodawca nie napisze, że wymaga doświadczenia. Szkoda mojego i ich czasu. Poza tym - mam 23 lata do cholery, gdzieś muszę zdobyć doświadczenie!

Praca

Ostatecznie znalazłam pracę w gazecie. Trochę na początku mi to nie pasowało, że nigdy wcześniej o tej gazecie nie słyszałam - no umówmy się, Jelenia Góra to nie Warszawa - ale zganiłam się za szukanie dziury w całym i z bananem na twarzy przyjęłam wiadomość, że zdecydowali się mnie zatrudnić. Miałam pisać artykuły i ogólnie przyuczać się do zawodu dziennikarki. Wiecie co robię? Wiszę na telefonie i wydzwaniam do firm z propozycją reklamy.
To kolejne świństwo, które ostatnio stało się bardzo modne wśród pracodawców. Opisują, że szukają redaktora, doradcy klienta, specjalisty od tego i owego, a gdy człowiek rozpocznie współpracę to okazuje się, że za tym świetnie brzmiącym stanowiskiem kryje się Call Center. 

Tymczasem z Urzędu Pracy skierowali mnie na kolejny staż, tym razem do Starostwa Powiatowego (więc znów brak szans na zatrudnienie po stażu, ponieważ urzędy bez konkursu nie zatrudniają). Na stażu zarabia się 900 zł. Śmieszne pieniądze, ale stwierdziłam, że jak mam siedzieć w domu i przeglądać dwa razy dziennie ogłoszenia, to równie dobrze mogę wyjść z domu, zarobić parę groszy i też szukać pracy. 

Moi rodzice kręcą głowami i drą się na mnie, że zamiast iść do normalnej pracy to ganiam na staże. Ale co ludzie, którzy pracują całe życie w jednej firmie i to dzięki komuś, mogą o tym wiedzieć? 


Szara

1 komentarz:

  1. Dobry wpis siostra! :*
    Wierze w Ciebie i w to, że los sie do Ciebie wkońcu obróci.. a rodzice nie zawsze muszą mieć rację, więc przymykaj na nich oko czasem..

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Szara obywatelka , Blogger